logo nowe APPraca ratownika medycznego wymaga szczególnych predyspozycji: umiejętności szybkiego podejmowania decyzji, odporności na stres, opanowania i dokładności. - Kiedy na SOR walczymy o życie pacjenta, buzuje we mnie adrenalina - mówi Adrian Krawczyki, ratownik medyczny SOR w siedleckim szpitalu i absolwent Uniwersytetu Przyrodniczo — Humanistycznego w Siedlcach.

Praca w szpitalnym oddziale ratunkowym (SOR) jest bardzo wymagająca. Nieustające kolejki pacjentów, często z dość poważnymi dolegliwościami oraz praca pod presją czasu. Jak wygląda praca na SORze oczami ratownika medycznego? Czy jest to zawód dla każdego? I przede wszystkim jakie wyzwania są stawiane przed ratownikiem medycznym podczas dyżuru. O specyfice pracy ratownika medycznego na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym opowiada Adrian Krawczyk, absolwent Uniwersytetu Przyrodniczo — Humanistycznego w Siedlcach.

Co jest najważniejsze w pracy ratownika medycznego?

Pracuję na SOR w Mazowieckim Szpitalu Wojewódzkim im. św. Jana Pawła II w Siedlcach. Najbardziej lubię przypadki, które powszechnie kojarzą się z ratownictwem medycznym. Czyli te, w których jest zagrożenie życia. To jest maksymalne napięcie nerwów i takie samo maksymalne skupienie. Wszystko trzeba robić bez zbędnego namysłu. Szybka analiza sytuacji i decyzja co robić. Stawka jest najwyższa - uratowanie człowieka. Ale i satysfakcja wielka w przypadku powodzenia. Kiedy się nie uda - nie można popadać w depresję, bo inni pacjenci czekają na pomoc. Jest to konkretna praca, przy której wiem co robię oraz dlaczego to robię — do tych przypadków skrupulatnie przygotowywałem się przez 3 lata na studiach i wiem, że jestem specjalistą, który najlepiej pomoże tym osobom. Poszkodowani, którzy do mnie trafiają otrzymują należytą im pomóc, wykonuję swoją pracę na 200% i wkładam w nią sporo serca i pasji. Można śmiało powiedzieć, że pracuję po to, aby ratować ludzi i tę formę pomocy lubię najbardziej.

SPRAWDŹ KIERUNEK RATOWNICTWO MEDYCZNE NA UPH W SIEDLCACH


Ale nie wszystkie przypadki na SOR to ratowanie życia. Jak wygląda codzienność w Pańskiej pracy?

Najprościej tę pracę można określić jako pomoc ludziom, którzy docierają na SOR z różnymi problemami. Czasami są to drobne urazy, a czasami nagłe pogorszenie zdrowia - kiedy pacjent sam nie wie, co się z nim dzieje. Jestem osobą pierwszego kontaktu, np. dla osoby z urazem ortopedycznym - takim jak skręcona noga albo dla osoby z bólem brzucha.

Pacjenci trafiają w pierwszej kolejności do Pana?

W pierwszej kolejności pacjent trafia pod moją opiekę, czyli na tzw. triage. Jest to pierwsze badanie, wywiad z pacjentem i przypisanie chorego do jednej z kilku kategorii — bardzo chory, chory, lżej chory oraz lekko chory. Triage jest ważnym elementem, gdyż wiemy, w jakiej kolejności pomagać pacjentom. Następnie pacjent trafia do lekarza specjalisty takiego jak chirurg, ortopeda, internista lub do lekarza ratunkowego.
DSC 8384

Podobno praca ratownika nie trwa 40 godzin w tygodniu tylko dużo dłużej. A dyżury na SOR trwają nawet kilkanaście godzin na dobę. Takie informacje często słyszy się od ratowników. Czy to prawda?

Praca ratownika medycznego jest pracą dość trudną — dlatego bez pasji do pomagania innym może być dla niektórych osób niewykonalna. Większość ratowników pracuje na własnej działalności, stąd też nie pracujemy po osiem godzin dziennie jak w firmach na etacie. Osobiście pracuję w ciągu miesiąca po 350 godzin, ale spokojnie, jest to do pogodzenia z życiem rodzinnym.

Dlaczego wybrał Pan akurat ten zawód?

Zawsze interesowała mnie praca w pogotowiu ratunkowym. Moją pasją jest pomoc i ratowanie życia. Z drugiej strony, wpływ na to miała trochę rodzina — moja mama oraz siostra są pielęgniarkami. Tak więc ta pomoc innym ludziom zawsze była mi bliska. Szczęśliwie na Uniwersytecie Przyrodniczo — Humanistycznym w Siedlcach, czyli moim rodzinnym mieście utworzono kierunek ratownictwo medyczne, który bardzo mnie zainteresował. Nie ukrywam, że składając dokumentację i prośbę o przyjęcie na studia chciałem się po prostu sprawdzić czy ten zawód mi się spodoba i czy odnajdę w nim pasję. Pierwszy rok, a przede wszystkim pierwsze praktyki pokazały mi, że wybrałem słusznie.

Studiował Pan na Uniwersytecie Przyrodniczo — Humanistyczny w Siedlcach. Co najbardziej podobało się Panu na uczelni?

Cenię atmosferę, głównie podejście prowadzących do studentów. Wykładowcy wkładają bardzo wiele do zajęć, potrafią je uatrakcyjnić i przekazać sporo wiedzy praktycznej. Widać, że wkładają w edukację studentów sporo „serca" i poświęcenia - zupełnie tak samo, jak ratownicy medyczni w swojej pracy zawodowej. Bardzo się cieszę, że nauczono mnie jak pracować i przede wszystkim jak od pierwszego dnia „stanąć” na stanowisku pracy. W jaki sposób pracować bez stresu, że nie jestem przygotowany do żadnego przypadku, martwiąc się, że komukolwiek zrobię krzywdę. Bardzo lubiłem praktyki, które odbyłem na pogotowiu ratunkowym, w Państwowej Straży Pożarnej czy choćby w SORach i na wielu oddziałach szpitalnych (kardiologia, chirurgia, blok operacyjny itd.).WP 20180304 12 41 55 Pro

Jak wyglądały zajęcia praktyczne na uczelni?

Inwencja twórcza prowadzących zajęcia jest bardzo duża. Stąd też nigdy nie mieliśmy zajęć typowo podręcznikowych w formie wykładu. Zawsze coś się działo. Dla przykładu — na zajęciach mieliśmy przećwiczyć ratownictwo górskie, stąd robiliśmy imitację wnoszenia i znoszenia pacjenta w ciasnym korytarzu lub na schodach. Mieliśmy nawet zadanie ratowanie życia przy zgaszonym świetle, w pomieszczeniu, w którym panował półmrok. Dzięki temu uczelnia przygotowała mnie na praktycznie każdą ewentualność, jaka może mnie spotkać podczas pracy zawodowej.

A najtrudniejsze wyzwanie na studiach?

Na uczelni najtrudniejsze jest zdanie egzaminu z medycznych zdolności ratunkowych — jest to egzamin końcowy w formie teoretycznej i praktycznej, który wprost mówi, czy jesteśmy przygotowani do tego zawodu. Niesamowity stres, ale też wielka satysfakcja, że nagle stajemy się prawdziwymi ratownikami medycznymi. Podczas pracy najtrudniejsze dla każdego studenta i absolwenta jest zawsze pierwsze zatrzymanie krążenia u pacjenta — wtedy walczymy, aby przywrócić daną osobę do życia.

Jakie cechy charakteru przydają się w tym zawodzie?

Przede wszystkim cierpliwość, głównie do pacjentów. Istnieją przypadki, gdzie trudnością jest pozyskanie wywiadu od pacjenta — trudno się z taką osobą kolokwialnie mówiąc dogadać. Zachowanie spokoju i tzw. zimnej krwi podczas stresowych sytuacji, no i oczywiście ogromna odporność na stres. Nie należy zapomnieć o odwadze. Ratownik medyczny nie może się bać swoich działań, trzeba być pewnym tego co się robi. Jeśli ratownik spanikuje to niestety pacjenta nikt już nie uratuje. Na końcu, ale równie ważny jest profesjonalizm — w tej pracy nie ma miejsca na błędy.

 

!-- Global site tag (gtag.js) - Google Analytics -->