Czy więzienie demoralizuje? Czy zakład karny to hotel dla przestępców? Co zrobić, żeby nie przybywało recydywistów? Kto zajmuje się sprowadzaniem “złych ludzi” na “dobrą drogę”? Jak chronić się przed chorymi psychicznie złoczyńcami po pełnym odbyciu kary? Opowiada dr Robert Poklek, wieloletni funkcjonariusz służby więziennej, wykładowca pedagogiki resocjalizacyjnej na kaliskim wydziale Uniwersytetu im. A.Mickiewicza w Poznaniu.

O problemach z socjalizacją więźniów opowiada dr Robert Poklek z Wydziału Pedagogiczno-Artystycznego w Kaliszu. Pracował przed blisko dwie dekady w więziennictwie, m.in. jako wykładowca w Centralnym Ośrodku Szkolenia Służby Więziennej w Kaliszu. Teraz wykłada na pedagogice resocjalizacyjnej na kaliskim wydziale UAM.

Około 60% polskich więźniów po odbyciu kary ponownie w swoim życiu popełnia przestępstwo, z czego około 20% w pierwszym roku po wyjściu z więzienia. Czasami tak drastyczne, jak Stefan W., który w Gdańsku zabił prezydenta Pawła Adamowicza. Wychodzi na to, że resocjalizacja przestępców za bardzo nie działa...
dr Robert Poklek: - Niestety, jak chociażby wynika ze statystyk, naprawdę tak się dzieje. Potwierdzają to moje doświadczenia z 19 lat praktyki w więziennictwie. Polskie zakłady karne dość dobrze wywiązują się z ochrony społeczeństwa przed zagrożeniem ze strony skazanego w trakcie odbywania wyroku. Niestety gorzej, po jego odbyciu. Spora część więźniów nie poddaje się resocjalizacji.

Co to właściwie jest, ta cała resocjalizacja?
Najprościej mówiąc - przywrócenie do społeczeństwa osoby, która nie przestrzega jego reguł. Większość z nas od dziecka uczy się ról we wspólnocie - jako dziecko w rodzinie, uczeń w szkole, pracownik w firmie. Społeczeństwo uczy nas co wolno, czego nie wolno. Co jest niezbyt mile widziane, ekscentryczne, a co jest wprost zakazane. Czyli jesteśmy socjalizowani. Resocjalizacja to próba ponownego nauczenia tych reguł, a w zasadzie nakłonienie do przestrzegania zasad osoby, która tego nie robi, Na przykład łamie prawo.

STUDIA PEDAGOGIKA RESOCJALIZACYJNA I PENITENCJARNA - REKRUTACJA

Jak to wygląda w warunkach zakładu karnego?
Celem kary pozbawienia wolności nie jest izolacja ale przede wszystkim kształtowanie społecznie pożądanych postaw, a w szczególności poczucia odpowiedzialności i potrzeby przestrzegania porządku prawnego i powstrzymania się od popełniania przestępstwa w przyszłości. Więzień ma zagwarantowane ustawowo środki oddziaływania penitencjarnego, aby zniwelować negatywny wpływ przebywania wyłącznie w celi. Resocjalizacja jest prawem a nie obowiązkiem skazanego. Mamy do wyboru takie narzędzia resocjalizacyjne, jak praca, nauka, sport, kultura i oświata. Można korzystać ze środków terapeutycznych, zarówno terapii grupowych, jak i indywidualnych. Wśród nich warto wymienić chociażby takie, jak trening panowania nad złością i gniewem, trening zastępowania agresji, korekcja zachowań przemocowych wobec bliskich, terapie antyalkoholowe i antynarkotykowe, praca nad umiejętnościami społecznymi. Wreszcie pozytywnie działa kontakt z bliskimi lub przedstawicielami społeczeństwa. No i pozostają jeszcze przepustki nagrodowe oraz systemowe jako narzędzia pozytywnej motywacji powrotu do społeczeństwa. Problem polega na tym, że resocjalizacja jest obowiązkowa jedynie dla osób młodocianych, czyli do 21 roku życia. Dorosły więzień może odmówić resocjalizacji i jak się dowiadujemy, odmówił jej Stefan W.

Czy funkcji resocjalizacyjnej nie ma samo karanie przestępców? Już przecież małe dzieci uczymy - “popełnisz poważne przestępstwo, trafisz do więzienia”. A więzień przekonuje się, że opłaca się przestrzegać prawo, żeby nie odbyć kary ponownie.
Niestety problem zaczyna się krok wcześniej, Więzienie w Polsce jest zbyt często wykorzystywane jako kara. Taka jest od lat polityka karna, mimo zmiany ustroju. Pozbawienie wolności nazywane bywa królową kar. Zbyt rzadko sądy orzekają kary alternatywne do więzienia takie jak dozór elektroniczny, grzywna, ograniczenie wolności, czyli prace społeczne. W przypadku samych kar więzienia za mało jest możliwości odbywania kar w zakładach półotwartych i otwartych, gdzie skazany nie jest tak mocno izolowany od codzienności.

Bo przecież surowa kara ma odstraszać. Prawda?
Nie chcę wchodzić w odwieczną dyskusję, czy odstrasza kara nieuchronna, czy surowa. Zajmijmy się tymi, których nie odstraszyła i trafiają do więzienia, Nawet jeśli popełnili przestępstwo nieumyślne, w więziennym środowisku łatwo się demoralizują. Jeśli umyślne, zapewne spotkają się z bardziej doświadczonymi w fachu. Sama natura kary ograniczenia autonomii i wolności w zakładzie zamkniętym powoduje destrukcję psychiki, dlatego szanse na resocjalizację są małe. Im większy stopień izolacji i zamknięcia w środowisku z natury rzeczy przestępczym, tym większa podatność skazanego na demoralizację. W więzieniach mamy efekt tzw „bagna behawioralnego”, występuje zatłoczenie, ciągle naruszana jest sfera intymna. Wszystko wykonuje się “na rozkaz” Człowiek “dziczeje”, skupia się doraźnym, egoistycznym dostarczaniu przyjemności, na przyziemnych bodźcach. To wszystko sprawia. że więźniowie działają nawzajem na siebie demoralizująco. Nawet na osoby mniej lub wcale niezdemoralizowane. I stąd tak wysoki odsetek recydywistów.

Co zamiast zakładu zamkniętego?
Powinno się stosować, jeśli to tylko możliwe, od początku kierowanie większej ilości skazanych do zakładów półotwartych i otwartych, Zwłaszcza tam, gdzie w grę wchodzi niższy wyrok, czyli domyślnie łagodniejsze przestępstwo. Wymaga to jednak profesjonalnej diagnozy. Na przykład dana osoba skazana zostaje za przestępstwo nieumyślne. Tak, jak w przypadku skazanych w sprawie zawalenia hali targowej w Katowicach. To osoby wykształcone, na co dzień normalnie funkcjonujące w społeczeństwie. Skazanie ich na zakład zamknięty może spowodować, że na wolność wyjdą osoby bardziej zdemoralizowane, niż w chwili rozpoczęcia kary. Administracja więzienia często „profilaktycznie” woli najpierw umieścić skazanego z zakładzie zamkniętym, aby mu się przyjrzeć, a następnie ewentualnie awansować go do półotwartego. Jest to zrozumiałe z punktu widzenia bezpieczeństwa społecznego – z zakładu półotwartego skazany może uciec. Jednak z punktu widzenia indywidualnej osoby umieszczonej w zakładzie zamkniętym ten pierwszy kontakt ze zdemoralizowanym środowiskiem więziennym jest najważniejszy i może rzutować na jego dalsze życie.

Czyli więzienie jak hotel - tak jak postrzegane są u nas więzienia skandynawskie?
Nigdy więzienie nie będzie hotelem, przyjemnością dla więźnia. Nawet w warunkach skandynawskich. Tam może jest nawet bardziej dotkliwe, Ze względów kulturowych nawet linia namalowana na podłodze jest nieprzekraczalna i odbierana jako wielka uciążliwość. W polskich warunkach nie wierzmy w plotki o wygodnym, więziennym życiu. Oczywiście warunki odbycia kary się zmieniły, Budynki są coraz częściej nowoczesne, W przeszłość odeszły odrapane, zagrzybione cele. Jednak mimo, że nie ma kazamatów i lochów, jednak już samo przebywanie w zamknięciu, z tymi samymi, narzuconymi osobami, wpływa destrukcyjnie na psychikę osadzonego. Jeśli śmiejemy się ze Skandynawów, że rozpieszczają swoich przestępców, popatrzmy na wyniki ich polityki penitencjarnej. W Finlandii dzięki otwartym więzieniom odsetek recydywistów spadł o 20 proc.

To na czym polegają różnice w resocjalizacji?
Różnice w porównaniu z polskimi więzieniami są olbrzymie niemal na każdym poziomie. Po pierwsze warunki odbywania kary. Nie ma tak dużej bariery mentalnej i administracyjnej między skazanymi, a strażnikami więziennymi. W Norwegii widziałem ich rozmawiających serdecznie i jedzących przy jednym w stole, w Polsce sytuacja nie do wyobrażenia. Z drugiej strony władze penitencjarne stawiają na ochronę dynamiczną, która powoduje, że nie opłaca się więźniowi “robić na złość” personelowi, który traktuje go bardzo podmiotowo. Ma też dostęp do nauki i pracy pomocy medycznej na takim samym poziomie, jak na wolności (w Polsce nawet jest lepiej, gdyż pomoc medyczna jest dla więźniów na wyższym poziomie choćby z powodu braku konieczności czekania w kolejce). Wreszcie więzień krok po kroku jest przywracany do “normalnego życia”. Pod koniec wyroku funkcjonuje w warunkach otwartych, np. w mieszkaniu wynajmowanym przez więzienie “na mieście”.

To chyba sporo kosztuje?
To prawda, bo i relacje funkcjonariuszy i wychowawców do osadzonych są zupełnie inne. Nie jak w Polsce, gdzie pracuje jeden wychowawca na 60 albo i 100 skazanych. W Skandynawii te relacje to 1;1, a czasami na trudnego więźnia przypada więcej, niż jeden wychowawca. Jako podatnik jednak wolę, żeby odbywanie kary więzienia było droższe, jeśli można w ten sposób resocjalizować skuteczniej. Wtedy koszty per saldo i tak będą mniejsze, niż sytuacja, w której co drugi wypuszczony na wolność to niemal pewny recydywista.

W przypadku Stefana W. są podejrzenia, że jest osobą psychicznie chorą. To możliwe, że z więzień wychodzą osoby psychicznie chore?
O zdrowiu psychicznym zamachowca z Gdańska mało wiemy. Jednak teoretycznie to możliwe. Odbył pełną karę i był “rozliczony” z systemem penitencjarnym, państwem, społeczeństwem. Pierwsza możliwość - zabójca prezydenta Adamowicza tak naprawdę nie jest chory psychicznie. Druga - jest chory i nie było w więzieniu żadnych objawów. To możliwe, bo znane są przypadki, gdzie to właśnie gwałtowna zmiana sytuacji, taka jak wyjście na wolność z więzienia może być impulsem do ataku choroby. Wreszcie trzecia sytuacja, gdzie w więzieniu były przesłanki, podejrzenia choroby psychicznej. Wtedy władze zakładu karnego powinny zareagować i z tego co wiadomo z mediów zareagowały kierując na obserwację psychiatryczną – to wszystko co mogły na ten moment zrobić. Brakuje tu ewidentnie ciągłości oddziaływania i pomocy postpenitencjarnej, w którą zaangażowałyby się inne instytucje poza więzieniem.

Jeśli więzień ma objawy choroby, co mogło być powodem braku reakcji?
Nie chcę usprawiedliwiać ewentualnego zaniechania, ale może funkcjonariusze myśleli zbyt schematycznie. To znaczy, że jeśli władze więzienne występują do sądu, o taki środek zabezpieczający, jak izolowanie po odbyciu kary, to zwykle dzieje się tak w przypadkach przestępstw seksualnych. Tymczasem można wystąpić z podobnym wnioskiem także w przypadku innych przestępstw powiązanych z zaburzeniami osobowości. Tyle, że mogą się wtedy pojawić zarzuty o szykanowanie więźnia, który może “podpadł” w czasie odbywania kary. No i pozostaje jeszcze drażliwa sfera, jaką są prawa człowieka w kontekście osób chorych psychicznie. Pytanie, kiedy wymagana jest naprawdę izolacja i przymusowe leczenie, a kiedy jest to nadmierna ingerencja państwa w prawa pacjenta.

Jak można poprawić sytuację resocjalizacji w Polsce?
Potrzebne są dwie zmiany, jedna w skali makro, a jedna mikro. Z jednej strony potrzebna jest zmiana polityki penitencjarnej państwa tak, aby skuteczniej przywracać skazanych do społeczeństwa. Z drugiej strony musi nastąpić zmiana pokoleniowa i mentalna w służbie więziennej. Widzę po postawach naszych studentów pedagogiki resocjalizacyjnej, że inaczej myślą o systemie penitencjarnym i pracy z osobami niedosotosowanymi, niż osoby zajmujące się resocjalizacją w więzieniach i kształcone jeszcze dwie-trzy dekady temu. Ta druga zmiana już się więc dokonuje.
Trwająca od kilku lat modernizacja Służby Więziennej moim zdaniem zbyt mocno akcentuje kwestie wyposażenia, zabezpieczeń techniczno-ochronnych, elektronikę i nowoczesne technologie, a marginalnie kwestie personelu więziennego. Braki kadrowe wynikają z relatywnie niskich zarobków w porównaniu z narażeniem życia i zdrowia funkcjonariusza „na linii”. Umundurowanie i organizacja na wzór wojskowy relacji pomiędzy przełożonymi a podwładnymi również nie wpływa korzystnie na atmosferę wśród kadry, stąd odejścia w ostatnich latach doświadczonych funkcjonariuszy. Niedobory kadrowe powodują przeciążenie pozostałych funkcjonariuszy, którzy rozliczani są nie z resocjalizacji, ale ze spokoju w więzieniu.
Podsumowując, niski poziom resocjalizacji wynika z tego, że mało jest wychowawców, a ci którzy są wykonują więcej pracy administracyjnej na komputerze, niż pracy z człowiekiem. Nie wszyscy wychowawcy mają też wykształcenie resocjalizacyjne i to kolejny mankament. W edukacji personelu zbyt mało poświęca się czasu na etykę bezpośredniego kontaktu wychowawczego, a zbyt dużo na czynności ochronne. Wydaje się, że ostanie zmiany w programach kształcenia funkcjonariuszy też nie zmienią tego podejścia, gdy nie zmieni się mentalność kierownictwa nastawionego na podporządkowanego rozkazom uniwersalnego „żołnierza”. Kończąc warto zacytować słowa nestora polskiej penitencjarystyki prof. Henryka Machela „Resocjalizacja to nie jest kwestia wiary, ale wiedzy i umiejętności personelu” i to właśnie studenci resocjalizacji stanowią kapitał mogący służyć społeczeństwu w przywracaniu ludzi, którzy mają problemy z funkcjonowaniem lub stanowią niebezpieczeństwo.

Komentarze obsługiwane przez CComment

 

!-- Global site tag (gtag.js) - Google Analytics -->